SEATTLE -
stan Waszyngton; duży port nad Zatoką Puget (Ocean Spokojny); 488
tys. mieszkańców; zespół miejski 1,7mln.; 2 uniwersytety... (...)
Zachodnie
wybrzeże USA. Siedziba wielkich potentatów przemysłowych -
Microsoft, Boeing. Siedziba sił zbrojnych, FBI i CIA. Miasto oddalone
od blichtru i przepychu kojarzącego się nam z USA. To nie Beverly
Hills, ani słoneczna California. To coś jak amerykańska wersja
europejskiej Islandii, o której tak naprawdę nikt nic wie. Większość
roku miasto jest zasnute ciemnymi chmurami, z których ciągle pada
deszcz. Wszystko przysnute jest wszechobecną szarością. W panoramie
miasta guruje bodaj 300 metrowa wieża telewizyjna - symbol Seattle -
jakby nie pochodzący z naszej planety spodek zawieszony na smukłych
nogach... Dookoła miasta rozpościerają się lasy z mnóstwem tartaków.
Zimny ocean i zapach ryb w dokach portowych.. Młodzież pozbawiona
rozrywki. Otaczający ją przemysłowy świat, gdzie dominują wartości
pozbawione uczuć. ... Dziesiątki kazirodczych, młodocianych kapel
pozamykanych w garażach. To rzeczywistość spoza definicji SEATTLE,
gdzie "możesz spotkać bezdomnego rozmawiającego z uśmiechem
na ustach z przechodniem i wiecznie nieszczęśliwego bogacza."
[Jeff Ament]
Specyficzny
klimat panujący w tym mieście sprawiał, że wielu młodych chciało
się wyrwać z tego miejsca. Wielokrotnie koledzy Eddiego podkreślali,
że wychowało ich miasto, do którego nie docierały zbytnio wpływy
ówczesnej konionktury muzycznej. Miasto leżące na uboczu głównych
szlaków nie należało do najczęściej odwiedzanych przez gwiazdy z
billbordów megalopolis. U każdego seattlowskiego nastolatka w szafie
nie można było uwiadczyć typowej, elektronicznej muzyki lat 80',
a'la Micheal Jackson czy Whitney Houston. Wszyscy słuchali metalu i
punka lat 60/70. Led Zepplin, Black Sabath, Ramones, The Who... no i
naturalnie gitarowego brzmienia Jimmy Hendrix'a, który wywodził się
właśnie z Seattle. Tak właśnie wygląda kolebka jednego z najważniejszych
nurtów muzycznych XX wieku.
Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej zobacz koniecznie film
HYPE, z muzyką i wywiadami z artystami, którzy pod koniec lat 80. tworzyli niezależną scenę Seattle..